Zapiski żłobkowej Cioci Klotki #7: Droga do przedszkola, czyli poranek jak z horroru
Drodzy Rodzice! Dzisiaj robię mały wyjątek i oddaję głos w Zapiskach jednej z Was. Dostałam wczoraj list od mamy przedszkolaka – list tak prawdziwy, tak życiowy i pisany z takim przymrużeniem oka, że czytając go przy porannej kawie, śmiałam się do łez. Przeczytajcie sami!

Droga Ciotko Klotko! Piszę do Ciebie na gorąco, póki w domu wreszcie zapadła cisza, a mój mały bohater w końcu padł po całym dniu wrażeń. Muszę Ci opowiedzieć nasz dzisiejszy poranek, bo jeśli ktoś na tym świecie ma mnie zrozumieć, to tylko Ty!
Teoretycznie wyjście z czterolatkiem z domu to żaden wyczyn. Wstajemy, coś na szybko przekąsimy, ubieramy się, buty na nogi i w drogę. Pół godziny i po krzyku, prawda? No więc teoria swoje, a mój syn swoje...
1. Pobudka (czyli misja niemożliwa)
Od poniedziałku do piątku – katastrofa. Głaskanie po główce, buziaki, łagodne „wstawaj skarbie”, odsłanianie rolet... Nic. Młody leży jak kłoda, zawinięty w kołdrę i tylko coś ponuro mruczy. Czasem serio się zastanawiam, czy on w tym łóżku w ogóle słyszy ludzki głos.
Za to przychodzi sobota! 6:00 rano, za oknem jeszcze szaro, a on stoi nad moim łóżkiem, stuka mnie palcem w nos i krzyczy na cały dom: „Mamo! Już dzień! Wstawaj, budujemy bazę!”. Czy oni mają wbudowany jakiś tajny czujnik, który odpala im pełne obroty tylko w dni wolne?!
2. Kuchenne dramaty
Jak już wreszcie wyciągnę go z łóżka, od razu leci do kuchni i z progu krzyczy: „Mamo! Ja umieram z głodu! Nie wytrzymam!”.
Tłumaczę mu spokojnie, że przecież za pół godziny w przedszkolu czeka na niego wielkie śniadanie z dziećmi, ale gdzie tam! Młody ma już w głowie jedyny słuszny zestaw ratunkowy: żelki, dwa ciasteczka i sok truskawkowy. Kiedy mówię, że słodycze z rana odpadają i proponuję banana albo parę łyżeczek jogurtu, patrzy na mnie z takim żalem, jakbym mu chciała zrobić krzywdę. No i stoi nieszczęśliwy, słabnie w oczach, ale banana za nic w świecie nie tknie!
3. RYSUNEK DINOZAURA WAŻNIEJSZY (akcja na sygnale!)
Kiedy jakoś przeskakujemy temat jedzenia i już mam nadzieję, że powoli zmierzamy do wyjścia...
„Mamo! Musimy TERAZ namalować dinozaura dla Antosia!”.
Mówię spokojnie: „Skarbie, namalujesz w domu, jak wrócimy z przedszkola”.
„NIE! Teraz! Po południu ten dinozaur będzie już stary!”.
I weź tu dyskutuj z taką logiką. Zamiast pakować plecak, stoję przy stoliczku i na sygnale pomagam mu kolorować ogon diplodoka, bo przecież świat się zawali, jak Antoś nie dostanie go od razu rano.
4. Batalia przy szafie
Nauczona doświadczeniem z całego tygodnia, gotowy zestaw ubrań uszykowałam już wieczorem. Ładny, wygodny, idealny na pogodę. Myślisz, Ciotko Klotko, że to cokolwiek dało? Ha!
Młody patrzy na bluzkę, kręci nosem i wypala: „Ale ona jest taka nudna! Ona jest GŁADKA! Ja muszę iść w tej z Psim Patrolem!”.
Tłumaczę cierpliwie, że ulubiona bluzka odpoczywa w koszu na pranie po wczorajszych szaleństwach w piaskownicy. Po pięciu minutach negocjacji, pokazywaniu, jak fajnie kręcą się rękawy w tej nowej i obietnicy, że Psi Patrol wypróbujemy zaraz po praniu – ufff, udało się! Daje się ubrać.
5. Ostatnia prosta... i buty na odwrót
Stoi wreszcie ubrany, kamień z serca! Zostały tylko buty. Po kolejnej serii zachęt wciąga adidasy na stopy. Wypuszczam powietrze z płuc, opieram się o drzwi... i nagle patrzę na jego nogi. Lewy but na prawej stopie, prawy na lewej. A on stoi taki dumny z siebie i pyta: „Mamo, ładnie sam założyłem?”. No i jak tu się nie roześmiać, ściągając je po raz kolejny?
6. Akcja ze ślimakiem 🐌
Wychodzimy! Naprawdę, drzwi zamknięte na klucz, idziemy chodnikiem. Na zegarku całe trzy minuty zapasu, aż mam ochotę przybić sama sobie piątkę. I wtedy na środku drogi pojawia się On. Ślimak.
Przecież nie można obok niego po prostu przejść! Przecież ten ślimak też idzie na spacer i na pewno jest głodny! Zaczyna się poszukiwanie idealnego liścia. Trawa odpada – musi być duży, miękki i soczysty. Patrzę, jak minuty uciekają, a mój syn z pełną powagą i przejęciem układa na krawężniku stołówkę dla małego mięczaka...
Podsumowując:
Do przedszkola wpadamy rzutem na taśmę. Za mną: budzenie kłody, spór o żelki, pilne malowanie dinozaura, dyplomacja przy szafie, zamiana butów i misja ratunkowa dla ślimaka. Co wieczór powtarzam sobie jak mantrę: „Jutro wstanę 15 minut wcześniej i wszystko pójdzie gładko”.
Ale powiedzmy sobie szczerze, Ciotko Klotko... oboje wiemy, że jutro na drodze pewnie stanie nam dżdżownica 😉
Pozdrawiam ciepło!
Mama Pogromcy Ślimaków
Droga Mamo!
Czytając Twój list, miałam przed oczami chyba połowę rodziców z naszej placówki! Bieg z przeszkodami, który opisujesz, to absolutny klasyk gatunku.
My, dorośli, żyjemy w świecie zegarków, terminów, spóźnionych autobusów i ważnych spotkań. A nasze dzieci? Dzieci żyją w świecie, w którym dinozaur dla przyjaciela ma rangę sprawy państwowej, bluzka jest zbyt nudna, a głodny ślimak na krawężniku jest ważniejszy niż cały przedszkolny harmonogram.
I wiecie co? Choć takie poranki potrafią doprowadzić człowieka do szewskiej pasji i kosztują sporo siwych włosów, jest w nich coś absolutnie rozczulającego. Ta dziecięca wrażliwość na małe rzeczy i umiejętność zatrzymania się nad liściem dla ślimaka to coś, o czym my, dorośli, dawno już zapomnieliśmy.
Życzę Ci jutro mnóstwa cierpliwości, spokojnego wyjścia i... cóż, mam nadzieję, że osiedlowe ślimaki i dżdżownice będą jutro smacznie spały! 😉
A jak wyglądają Wasze poranki? Macie za sobą podobne negocjacje kulinarne, ubraniowe albo akcje ratunkowe na chodniku? A może Wasze maluchy mają swoje własne, sprawdzone sposoby na przedłużanie drogi do przedszkola?
Napiszcie do mnie koniecznie! Być może to właśnie Wasz list stanie się bohaterem kolejnych Zapisków! 💌
Do usłyszenia!
Wasza Ciocia Klotka




Komentarze