top of page

Zapiski żłobkowej Cioci Klotki #6: Pasażerowie na gapę, czyli temat, o którym rodzice wolą szeptać - wszy i owsiki w żłobku

6 godzin temu
5 minut(y) czytania

Telefon zadzwonił tuż przed ósmą rano. Po drugiej stronie słuchawki usłyszałam głos mamy jednego z naszych maluchów. Cichy, drżący, jakby rozmawiała ze mną z ukrycia albo przekazywała tajne szyfry państwowe.



Nauczycielka czyta różową książkę „Pamiętnik ciotki Klotki” w przedszkolu; obok mężczyzna rozmawia z chłopcem, dzieci bawią się w tle.
Wygląda na typ rodzic luzak. Dajcie w komentarzu czy też Wam się tak wydaje!

„Ciociu... bo ja... tylko bardzo proszę o dyskrecję... ja nie wiem, jak to powiedzieć...” – zawiesiła głos na dobrą chwilę. W mojej głowie przemknęła błyskawiczna myśl: złamana noga? przeprowadzka na drugi koniec świata? wygrana w totolotka? „Bo my... my chyba mamy nieproszonych gości. Wszy. Tak mi wstyd!”.

Uspokoiłam mamę, podziękowałam za sygnał i odłożyłam słuchawkę. Zrobiłam łyk kawy i uśmiechnęłam się pod nosem. W żłobku i przedszkolu dzieci codziennie dzielą się wszystkim: klockami, pluszakami, ciastoliną, a czasem nawet ugryzionym jabłkiem czy najszczerszymi emocjami. Niestety, od czasu do czasu podzielą się też czymś, co ma nóżki, lubi dziecięce czupryny albo małe brzuszki i co zdecydowanie nie płaci czesnego za pobyt w placówce.

Pora pogadać wprost o temacie tabu. O wszach i owsikach – bez udawania, bez rumieńców i bez robienia z tego tragedii narodowej.

1. To nie jest temat o brudzie ani „gorszych rodzinach”

Zacznijmy od najważniejszego: ani wszy, ani owsiki nie są dowodem na brak higieny czy zaniedbanie w domu!

Dla wszy czysta, pachnąca szamponem truskawkowym główka to wręcz luksusowy hotel pięciogwiazdkowy. Owsiki z kolei nie sprawdzają dochodów rodziny, marki używanego mydła ani tego, czy Wasze mieszkanie lśni czystością. Dzieci po prostu eksplorują świat paszczą i dłońmi, wkładają rączki do piaskownicy, przytulają się głowami podczas budowania bazy z poduszek – i to w zupełności wystarczy.

Problem nie polega na tym, że mały „pasażer na gapę” pojawił się w grupie. Problem zaczyna się w momencie, gdy dorośli reagują na niego wstydem, udawaniem, że nic się nie stało, albo paniką.

2. Typologia szatniowa, czyli jak rodzice reagują na „pasażerów”

Przez lata pracy w żłobku zauważyłam, że reakcja rodziców na wieść o wszach czy owsikach dzieli ich na cztery bardzo charakterystyczne grupy:

Typ 1: Rodzic Wstydliwy – „Tylko proszę nikomu nie mówić...”

Dowiaduje się o sprawie i wpada w panikę. Przemyka przez szatnię pod ścianami, patrzy na inne dzieci z przerażeniem, a własnego malucha traktuje tak, jakby przyniósł do domu co najmniej wezwanie do sądu. Prosi o pełną konspirację, bo przecież „co ludzie powiedzą?”. Drodzy Rodzice! Dziecko nie przyniosło do domu mandatu ani świadectwa z dwójami. Przyniosło coś, co po prostu trzeba ogarnąć. Dla placówki informacja od Was nie jest powodem do oceniania – jest kluczowym sygnałem organizacyjnym, żebyśmy mogły zdezynfekować zabawki, zmienić pościel i poprosić resztę rodziców o sprawdzanie główek.

Typ 2: Rodzic Niemówiący – „Może samo przejdzie”

Podejrzewa lub wie, ale milczy jak głaz. Nie mówi nic w żłobku, bo „nie chce robić afery” albo łudzi się, że problem zniknie tak szybko, jak się pojawił. To najtrudniejszy przypadek. Kiedy dorośli ze sobą nie rozmawiają, błędne koło się zamyka. Jedno dziecko jest leczone w domu, wraca do grupy i natychmiast łapie problem na nowo od malucha, którego rodzice uznali, że „jakoś to będzie”. Najgorszy nie jest sam owsik czy wesz – najgorszy jest brak przepływu informacji między dorosłymi.

Typ 3: Rodzic „Ogarniam temat” – reakcja na wagę złota

Dostrzega problem, zachowuje chłodną głowę i działa. Przychodzi, mówi krótko: „Ciociu, u nas pojawiły się owsiki/wszy. Kupiliśmy już preparat, działamy w domu  i leczenie trwa. Daję znać, żebyście wiedziały”. Bez zbędnej dramy, bez szukania winnych, bez czucia się gorszym. Po prostu: jest zadanie do wykonania, więc je wykonujemy. Właśnie taki pragmatyzm ratuje całą grupę!

Typ 4: Rodzic Luzak – „I tak wszyscy będą mieli!” 😂

I tu muszę Wam opowiedzieć historię z mojego własnego podwórka, bo do dziś na samo wspomnienie zbiera mi się na śmiech.

Pewnego ranka tata przyprowadza synka do sali. Chłopiec wbiega do klocków, a tata staje w drzwiach, opiera się o framugę i mówi do mnie z całkowitym, wręcz olimpijskim spokojem: – Ciociu, Młody ma owsiki. Ale w sumie za chwilę i tak wszyscy będą mieli. Po czym macha ręką na pożegnanie, mówi „Miłego dnia!” i wychodzi do pracy.

Zostałam na środku sali z miną pod tytułem: „...słucham?!”. Luz w rodzicielstwie jest cudowny i bardzo potrzebny, ale zasada „jakoś to będzie” przy pasożytach po prostu się nie sprawdza. Nawet największy spokój nie zastąpi poinformowania placówki i przeprowadzenia kuracji w domu!

3. A dziecko? Ono naprawdę nie ma się czego wstydzić!

To ważny moment, żeby spojrzeć na tę sytuację oczami malucha. Większość z nas, dorosłych, reaguje na wieść o „pasażerach na gapę” nagłym stresem, gęsią skórką i automatycznym odruchem drapania się po głowie. I to jest absolutnie ludzkie!

Warto jednak w tym całym organizacyjnym zamieszaniu pamiętać, że dzieci chłoną nasze emocje jak gąbka. Maluch nie wybiera tego, że złapał wszy, nie hoduje owsików specjalnie i nie ma pojęcia, dlaczego mama z tatą nagle robią wielkie oczy, wzdychają i z przejęciem oglądają jego włosy pod światło.

Starajmy się przy dziecku zachować spokój i unikać głośnych lamentów czy haseł w stylu: „O rany, skąd ty to przyniosłeś!”. Dla nas to niespodziewana akcja z pralką w roli głównej i dodatkowy zakup w aptece. Dla malucha to po prostu kolejna sytuacja, której samo nie rozumie – i najbardziej na świecie potrzebuje wtedy poczucia, że wszystko jest w całkowitym porządku, a dorośli po prostu dbają o jego zdrówko.

 

4. Krótka ściągawka: czym właściwie różnią się nasi „pasażerowie”?

Bez robienia tu wykładu z medycyny, przypomnijmy dwie podstawowe różnice:

• Wszy – żyją we włosach i żywią się krwią. Przenoszą się wyłącznie przez bezpośredni kontakt głowy z głową (np. przy przytulaniu) lub dzielenie się szczotkami, spinkami i czapkami. Nie skaczą i nie latają! Wystarczy specjalny szampon z apteki, wyczesanie gęstym grzebieniem i wypranie pościeli oraz czapek.

• Owsiki – to małe, białe robaczki żyjące w jelitach. Zakażenie następuje drogą pokarmową (tzw. choroba brudnych rąk) – wystarczy, że maluch dotknie zanieczyszczonej zabawki, a potem włoży rączkę do buzi. Główny objaw? Dziecko staje się rozdrażnione, źle śpi i intensywnie drapie się po pupie, szczególnie wieczorem. Leczenie wymaga leków z apteki (często dla całej rodziny!) oraz dokładnego wyprania i wyprasowania bielizny oraz pościeli w wysokiej temperaturze.

5. Instrukcja obsługi: co robić, a czego unikać?

Żeby oszczędzić wszystkim stresu, ułóżmy prosty kodeks:

Zdecydowanie NIE:

❌ Nie zawstydzaj dziecka i nie pozwól mu czuć się winnym.

❌ Nie szukaj „winnego” w grupie („To na pewno przez tego małego Antosia!”).

❌ Nie udawaj, że problemu nie ma.

❌ Nie czekaj w nieskończoność, aż „samo przejdzie” – nie przejdzie!

Zdecydowanie TAK:

✅ Poinformuj żłobek lub przedszkole – bez wstydu i lęku.

✅ Zastosuj odpowiednie leczenie z apteki (i powtórz je po zalecanym czasie!).

✅ Zrób wielkie pranie pościeli, ręczników i ulubionych pluszaków.

✅ Zachowaj spokój – to nie zaraza, to po prostu życiowa niedogodność.

W żłobku i przedszkolu dzieci codziennie uczą się dzielenia. Dzielą się klockami, plasteliną, kredkami, miejscem przy stoliku i pierwszą dziecięcą przyjaźnią.

Są jednak rzeczy, którymi zdecydowanie nie powinny się dzielić. Jeśli jednak już się zdarzy, że nieproszony gość pojawi się w szatni – naprawdę nie potrzebujemy ani paniki, ani wstydu, ani teorii, że „za chwilę wszyscy będą mieli”. Potrzebujemy prostej informacji, odrobiny spokoju i dorosłych, którzy z uśmiechem potrafią powiedzieć: „Dobra. Ogarnijmy to”.

A jak to było u Was? Przechodziliście już przez akcję „odwszawianie” albo misję z owsikami, czy ten dreszczyk emocji jeszcze przed Wami? Dajcie znać w komentarzach!

Do usłyszenia!

Komentarze


bottom of page