Zapiski żłobkowej Cioci Klotki #5: Szczęki, wielkie emocje i żłobkowy refleks ninja
Siedzę na małym, żłobkowym krzesełku z kubkiem ciepłej (co za luksus!) kawy i patrzę na moją grupę. Maluchy budują wieżę z klocków, dzielą się zabawkami, w tle leci cicha muzyka – słowem: panuje absolutna sielanka. Wśród dzieci biega Jaś (imię oczywiście zmienione) – dzisiaj oaza spokoju, wzór skupienia i uosobienie łagodności.
Patrzę na niego z dumą i myślę o tym, jaką niesamowitą i wyboistą drogę razem przeszliśmy - wielkie emocje. Bo jeszcze kilka miesięcy temu... cóż, powiedzmy sobie szczerze: poranki z Jasiem wymagały od nas, cioć, refleksu na poziomie mistrza sztuk walki, zmysłu obserwacji wściekłego jastrzębia i oczu dookoła głowy.
Dzisiaj porozmawiamy o temacie, na dźwięk którego każdemu żłobkowemu rodzicowi szybciej bije serce. O temacie tabu, o którym w szatni mówi się przyciszonym głosem, i który budzi chyba najwięcej skrajnych emocji. Porozmawiajmy o żłobkowych „wampirkach” i o tym, dlaczego maleńkie, słodkie ząbki czasami idą w ruch.

1. Zęby zamiast słów, czyli ekspresowa komunikacja
Dorosły powie, co go denerwuje. Trzylatek potrafi już tupnąć i nakrzyczeć. A co robi półtoraroczny maluch, gdy brakuje mu słów, a emocje w małym ciałku sięgają zenitu? Używa jedynego narzędzia, które ma pod ręką... a raczej pod nosem.
Pamiętajmy o jednym: dla małego dziecka ugryzienie to nie jest zaplanowany, przemyślany akt agresji czy chęć wyrządzenia komuś krzywdy. Maluch nie siedzi w kąciku z zabawkami i nie knuje: „O, teraz podejdę do Antosia i go ugryzę”.
Ugryzienie to najszybszy, najbardziej bezpośredni, choć z perspektywy nas, dorosłych, dość drastyczny komunikator na świecie. To po prostu głośny, impulsywny sygnał: „Hej, ta czerwona koparka była moja!”, „Stoisz za blisko mnie!” albo „Jest tu za głośno, jestem zmęczony i nie wiem, co robić!”. Zanim mały mózg zdąży pomyśleć, ząbki są już na ramieniu kolegi.
2. Miłość, która... boli (i to bardzo!)
Co ciekawe, z moich wieloletnich żłobkowych obserwacji wynika coś, o czym rodzice rzadko myślą i co często wprawia ich w osłupienie: dzieci gryzą nie tylko wtedy, gdy są złe czy poirytowane. Bardzo często ząbki idą w ruch z... nadmiaru pozytywnych emocji, nieposkromionej radości i ogromnego entuzjazmu!
Maluch tak bardzo cieszy się na widok ulubionego kolegi z grupy, tak bardzo chce go uściskać i wyładować tę radosną energię, że jego układ nerwowy po prostu nie radzi sobie z takim natłokiem bodźców. Piorunująca mieszanka ekscytacji i bliskości szuka natychmiastowego ujścia. I w tym przypływie szczerej miłości... bęc! Maluch zaciska ząbki na policzku czy ramieniu przyjaciela. My, ciocie, doskonale wiemy, że to czułość w wersji ekstremalnej, ale powiedzmy sobie szczerze: pogryzionemu koledze z grupy i jego rodzicom rzadko podoba się taki „uścisk z bonusem”.
3. Dlaczego jedne dzieci gryzą, a inne nigdy tego nie robią?
Skoro mówimy, że to etap rozwoju, to pewnie zastanawiacie się: „Zaraz, ale przecież córka sąsiadki nigdy nikogo nie ugryzła!”. I to prawda. Każde dziecko rodzi się z zupełnie innym temperamentem i odmienną wrażliwością układu nerwowego.
Jedne maluchy na natłok bodźców reagują wycofaniem i chowają się w kąciku albo szukają ramion cioci. Inne wyładowują emocje przez płacz, a jeszcze inne – natychmiastowym, fizycznym działaniem. Dziecko, które gryzie, to najczęściej maluch o wyższej ekspresji, bardzo impulsywny lub taki, u którego rozwój emocjonalny i potrzeba komunikacji wyprzedziły umiejętności językowe. To nie oznacza, że jest „gorsze” albo że inne dzieci są „lepiej wychowane”. To po prostu kwestia osobistego profilu emocjonalnego – jedno dziecko na frustrację zareaguje zatykaniem uszu czy płaczem, a inne... użyciem ząbków.
4. Kto tu właściwie zawinił? Zagadka żłobkowego dywanu
Kiedy w szatni padają słowa o ugryzieniu, dorośli widzą sytuację czarno-biało: jest bezwzględny „sprawca” i niewinna „ofiara”. Tymczasem rzeczywistość w żłobkowej sali niemal nigdy nie bywa tak prosta.
Często niezwykle trudno zdefiniować, kto w tej mikro-scence był faktycznie poszkodowany i dlaczego ząbki poszły w ruch. Być może maluch, który skończył ze śladem na rączce, chwilę wcześniej z uśmiechem wyrwał koledze ukochanego misia z rąk? Albo bez słowa usiadł na jego budowli z klocków, naruszając granice przestrzeni, której tamten nie potrafił jeszcze obronić słowami? Dla półtoraroczniaka nagła utrata zabawki to prawdziwy koniec świata, a ugryzienie bywało jedyną, rozpaczliwą formą obrony. Nie usprawiedliwiamy samego gryzienia, ale musimy widzieć całą sytuację: to nie pojedynek „złego” z „dobrym”, lecz spotkanie dwóch małych światów, które dopiero uczą się wzajemnych granic.
5. Syndrom wilczych praw, czyli dlaczego nie tędy droga
I tu dochodzimy do najtrudniejszego momentu: dorosłych emocji, które potrafią eskalować do niebezpiecznych rozmiarów. Zdarzają się sytuacje, w których wokół gryzącego malucha zawiązuje się nieformalny „front” rodziców. Zaczynają się szepty w szatni, presja na kadrę, a w skrajnych momentach padają twarde żądania: „Odizolować go!”, „Proszę go usunąć z grupy!”, „Dlaczego nasze dzieci mają przez niego cierpieć?”.
Powiedzmy to sobie otwarcie i bez owijania w bawełnę: stadne domaganie się usunięcia czy stygmatyzowania małego dziecka to najgorsza droga na skróty.
Żłobek nie jest miejscem selekcji, ale bezpieczną przestrzenią społeczną. Gdybyśmy zaczęli usuwać każde dziecko, które mierzy się z trudniejszym etapem emocjonalnym, jaki wzorzec dalibyśmy naszym podopiecznym? Nauczylibyśmy ich, że jeśli ktoś w grupie ma kłopot, jest słabszy lub nie potrafi sobie z czymś poradzić, to po prostu wyrzucamy go za burtę. A przecież nie takich ludzi chcemy wychować.
Naszą – cioć i opiekunów – najważniejszą rolą nie jest zamiatanie trudności pod dywan, ale roztoczenie mądrej opieki nad całą grupą. Jesteśmy po to, by dawać dzieciom zdrowe wzorce i uczyć je radzenia sobie z konfliktami od najmłodszych lat – nawet wtedy, gdy te konflikty bywają bolesne. Chronimy poszkodowanych, ale nie porzucamy tych, którzy jeszcze nie umieją poradzić sobie ze swoimi emocjami.
6. Protokół dyplomatyczny w szatni
Informacja o ugryzieniu to dla rodzica zawsze potężny cios i ogromna próba sił, niezależnie od tego, po której stronie tej trudnej barykady akurat stoi.
• Rodzice pogryzionego maluszka czują zrozumiały żal, złość i natychmiastowy instynkt obronny. Widok śladu po ząbkach na delikatnej skórze własnego dziecka wywołuje chęć natychmiastowej ochrony malucha.
• Rodzice gryzącego Jasia przeżywają za to w domu i w szatni prawdziwy koszmar emocjonalny. Po południu wchodzą do żłobka z duszą na ramieniu, a w ich oczach widać jedno wielkie, pełne napięcia pytanie: „Czy dzisiaj mój syn znowu kogoś ugryzł?”. Pojawia się gigantyczne poczucie wstydu przed innymi rodzicami, poczucie winy, a w głowie kiełkuje paraliżujący strach: „Czy z moim dzieckiem jest coś nie tak? Czy popełniliśmy błąd wychowawczy?”.
Z tego miejsca chcę Was, drodzy Rodzice, mocno i ciepło przytulić: gryzienie to ETAP rozwoju. Bardzo trudny, stresujący, zostawiający bolesne ślady, ale tylko etap. Nie świadczy o złym wychowaniu, braku zasad w domu ani o tym, że Wasz maluch jest „niegrzeczny” czy „agresywny”.
7. Dramat dorosłych kontra 45 sekund malucha
Wokół żłobkowych incydentów narasta czasem cała lawina dorosłych emocji. Rodzice w domach potrafią wieczorami przeżywać prawdziwy dramat: analizują sytuację przez długie godziny, układają w głowach trudne rozmowy z ciociami, martwią się o przyszłość i mają noc z głowy.
A jak to wygląda u nas w sali, na żywo, bez dorosłego filtra?
Maluch, który został ugryziony, płacze zazwyczaj głośno i intensywnie przez dokładnie 45 sekund. Ciocia natychmiast przytula, zabiera do bezpiecznego miejsca, daje zimny okład w kształcie wesołego misia, dmucha na rączkę i całuje.
A po dwóch minutach? Poszkodowany i „sprawca” siedzą już razem na dywanie, zgodnie karmią plastikową żyrafę i podają sobie klocki. Dzieci nie żywią urazy, nie rozpamiętują złości, nie szufladkują się i błyskawicznie przebaczają. Ich świat wraca do całkowitej normy w mgnieniu oka, podczas gdy dorośli potrafią nosić ten ciężki stres w sobie przez kolejne dni.
8. Sukces Jasia, czyli żłobkowa solidarność w działaniu
Wracając do naszego Jasia z początku opowieści – kiedy uświadomiłyśmy sobie, że jego ząbki reagują szybciej, niż mały mózg zdąży pomyśleć, zamiast panikować, stygmatyzować czy szukać winnych, wdrożyłyśmy w Bajkowej Polance pełen plan naprawczy. To była wspaniała, wielotygodniowa praca zespołowa: nasza ciociowa oraz rodziców Jasia, którzy zaufali nam, nie zamknęli się w poczuciu wstydu i grali z nami do jednej bramki.
Przez kilka długich tygodni stałyśmy się osobistymi „cieniami” Jasia. Uczyłyśmy się uważnie czytać mowę jego ciała: lekko spięte ramiona, szybszy krok, nagły impuls w stronę drugiego dziecka. Wyłapywałyśmy ten kluczowy ułamek sekundy, zanim napięcie w nim rosło tak bardzo, że trzeba było na czymś zacisnąć szczękę. Podsuwałyśmy gryzaki, przekierowywałyśmy uwagę na inną zabawkę, a przede wszystkim – cierpliwie uczyłyśmy go alternatywnych sposobów wyrażania emocji.
Kiedy chciał ugryźć z wielkiej ekscytacji – uczyłyśmy go przybijania głośnej „piątki”, robienia „żółwika” albo delikatnego, bezpiecznego przytulasa. Kiedy ze złości – uczyłyśmy go mocno tupać nóżką w podłogę.
To nie stało się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Bywały dni wspaniałych sukcesów i takie, kiedy Jasiowe ząbki okazywały się minimalnie szybsze od nas. Ale nie poddałyśmy się. I wiecie co? Dzisiaj Jaś buduje wieżę z klocków z uśmiechem na twarzy. Gdy inny maluch zabiera mu z rąk ulubione autko, Jaś już nie gryzie. Zamiast tego tupie nóżką i wyciąga rączkę – daje wyraźny, ale bezpieczny dla reszty grupy sygnał, że się na to nie zgadza, a potem od razu szuka wzrokiem cioci. Natomiast Jasiowe ząbki wróciły do swojej jedynej, właściwej funkcji – chrupania jabłek, marchewek i żłobkowych obiadków.
Drodzy Rodzice! Jeśli Wasz maluch przyniósł ze żłobka ślad po ząbkach – pamiętajcie, że natychmiast wyciągamy z tego wnioski, zwiększamy czujność i otaczamy poszkodowanego troską. A jeśli to Wasz maluch okazał się „autorem” tego śladu – głowa do góry, nie chowajcie się ze wstrzymanym tchem w szatni. Nie oceniamy Was, nie szufladkujemy Waszego dziecka i nie skreślamy go. Z doświadczenia Cioci Klotki powiem Wam jedno: z tego się po prostu wyrasta. Potrzeba tylko czasu, morza cierpliwości, żłobkowego refleksu ninja i... dobrej, spokojnej współpracy między nami wszystkimi.
A jak to było lub jest u Was? Przechodziliście już przez etap „wampirka” i szukania śladów po ząbkach, czy ten dreszczyk emocji jeszcze przed Wami? Dajcie znać w komentarzach!
Do usłyszenia!
Wasza Ciocia Klotka




Komentarze