Zapiski żłobkowej Cioci Klotki #2: Katar, który „na pewno nie jest infekcją”
- Jakub Kozak
- 11 cze
- 3 minut(y) czytania
Dziś turbo ważny temat smarków z nosa, tylko bez śmieszkowania – w żłobku i przedszkolu to istna gehenna. Nawet nie wiecie, ile to nerwów i snu z oczy spędza nam opiekunkom. Nie lubimy tej roli, tak jak nie lubimy dodatkowych sytuacji stresogennych, ale temat „smarków” to temat rzeka i …. dlatego należy mu się konkretna uwaga!

Siedzę przy moim ulubionym stoliku, a z sali obok dobiega równomierne, głębokie posapywanie. Czas drzemki to dla żłobkowej cioci moment oddechu, ale też chwila na przeanalizowanie porannych zapisków. O ile ostatnio rozmawialiśmy o "pieluszkowym kodzie", o tyle dzisiaj musimy poruszyć temat rzekę. Temat, który jesienią, zimą, a nawet wiosną (i powiedzmy sobie szczerze – czasem latem też) dominuje w naszych porannych rozmowach.
Drogie Mamy, Drodzy Tatusiowie... porozmawiajmy o Katarze. Przez wielkie „K”.Przez jedenaście lat pracy w Bajkowej Polance wykształciłam w sobie coś na kształt szóstego zmysłu. Żłobkowe ciocie mają w oczach nie tylko rentgen do pieluch, ale też wbudowany „kataro-detektor”. Szybko uczymy się rozpoznawać, który katar to tylko chwilowe oczyszczanie noska po wyjściu na zimne powietrze, a który zwiastuje nadchodzące uziemienie w domu.
Poranne przekazywanie dzieci w progu żłobka to czasem prawdziwy festiwal dyplomacji i kreatywności. Oto mały przewodnik po najpopularniejszych żłobkowych mitach i rytuałach katarowych, które znamy na pamięć!1. "Meteorologia stosowana"
To klasyk porannych rozmów. Gdy z noska zaczyna coś kapać, w ruch wchodzi cała gama wyjaśnień klimatycznych. Słyszę wtedy: „To przez tę nagłą zmianę temperatur!”, „Włączyliśmy klimatyzację i pewnie młody podłapał”, albo po prostu: „To na pewno przez to suche powietrze w domu”. Czasem padają nawet argumenty o globalnych zmianach klimatycznych. Koronnym dowodem ma być zdanie rzucone szybko w biegu: „On tak ma tylko rano, w domu prawie nic nie było!”. My, ciocie, uśmiechamy się ciepło. Wiemy, że goni Was czas do pracy, ale natura bywa nieubłagana.
2. Zielony, czyli... idealny?
Kolejny stopień wtajemniczenia to interpretacja kolorów. Istnieje fascynująca teoria, według której zielony katar to właściwie dowód na pełne zdrowie. „Ciociu, ale ten zielony katar to jest normalny, tak ma być, to nie jest żadna infekcja!” – słyszę czasem z ust przejętego rodzica. Choć medycyna może mieć na ten temat inne zdanie, szanujemy tę niezłomną wiarę w potęgę dziecięcego układu odpornościowego.
3. Tajemnica brakującego zaświadczenia
Gdy zawodzą argumenty pogodowe, na scenę wkracza Alergia. „Byliśmy u alergologa, to na stówę katar sienny!” – zapewniają rodzice. Naturalnie, jako odpowiedzialna placówka, prosimy wtedy o stosowne zaświadczenie od lekarza. I tu pojawia się magiczna formuła: „Ojej, no nie mam przy sobie, bo doktor mówił, że nie potrzeba... ale to na pewno to!”. Drogi Rodzicu, wierzymy na słowo, ale nasz segregator na dokumenty bywa bardziej sceptyczny! Podobnie jest z ząbkowaniem – „katar przez zęby” mógłby u niektórych dzieci trwać nieprzerwanie od 6. do 36. miesiąca życia.
4. Aromaterapia i poranny "tuning"
Żłobkowa moda ma swoje stałe hity. Jednym z najbardziej charakterystycznych widoków w sezonie jesiennym są maluchy dumnie maszerujące przez korytarz z przyklejonym do bluzeczki plasterkiem Aromactiv.
Zdarzają się też poranki, kiedy od progu widzimy, że w domu odbył się pełen poranny protokół ratunkowy. Syrop, inhalacja zrobiona jeszcze w piżamie i spray do nosa – wszystko po to, żeby maluszek miał pełną moc i „dał radę do obiadu”. Znamy te prośby o „psiknięcie przed drzemką” i dyskretne podanie sprayu w ciągu dnia. I choć bardzo chcemy pomóc, pamiętajcie, że żłobkowe procedury i bezpieczeństwo maluchów są dla nas zawsze na pierwszym miejscu.
5. Słodka dziecięca szczerość
Rodzice mogą mieć przygotowany najbardziej dopracowany plan, ale zapominają o jednym: starsze dzieci, które już dobrze mówią, są jak otwarta księga. Maluch wchodzi do sali, siada na dywanie i z najwspanialszą na świecie prostotą melduje: „Ciociu, jestem tylko przeziębiony. Mama mówiła, cioci że przeziębienie i że mam katar, przeziębienie to nic”. W tym momencie cała poranna dyplomacja dorosłych ulatuje w mgnieniu oka. Dziecięca, rozbrajająca szczerość potrafi w ułamku sekundy zweryfikować każdą katarową teorię!
Drodzy Rodzice, te poranne negocjacje i katarowe opowieści to nieodłączny element naszej żłobkowej codzienności. Doskonale wiemy, że nie robicie tego ze złej woli. Wiemy, jak trudne logistycznie jest nagłe zorganizowanie opieki, gdy gonią Was terminy w pracy, a szef niezbyt przychylnie patrzy na kolejną nagłą nieobecność.
Pamiętajcie jednak – gramy w jednej drużynie. Szybkie wyłapanie infekcji chroni nie tylko inne dzieci w grupie, ale pozwala też Waszemu Maluchowi szybciej wrócić do pełni sił.
A jak to wygląda u Was? Jaki był Wasz najbardziej kreatywny "katarowy argument"? Dajcie znać w komentarzach, a ja wracam do moich śpiących skarbów – zaraz podwieczorek!
Do usłyszenia w kolejnych zapiskach!
Wasza Ciocia Klotka
#BajkowaPolanka #Zlobek #Przedszkole #CiociaKlotka #ZycieZlobka #KatarZlobkowy #RodzicielstwoBezLukru #MamaWPracy #TataWPracy #Wielkopolska #ZlobkoweOpowiesci #ZapiskiKlotki #codziennośćwżłobku




Komentarze