Rządowy 'plan harmonizacji' niszczy kulturę. Dzieci zapominają nawet własnych imion! [PRZEDRUK z Gazety Wyborczej]
- Jakub Kozak
- 10 maj
- 3 minut(y) czytania
Tybet: dzieci wracają z przedszkola i nie rozumieją rodziców
Nagrania z Tybetu pokazują, że małe dzieci nie potrafią nawet poprawnie
wypowiedzieć swoich imion. Nowy raport Human Rights Watch pokazuje
efekty „Planu harmonizacji mowy dzieci”, nakazującego wyłączne stosowanie
języka chińskiego we wszystkich przedszkolach w Chinach, również na
obszarach zamieszkiwanych przez mniejszości etniczne.
Tybetańska matka, cytowana w raporcie, opowiada, że jej pięcioletnia córka po kilku tygodniach pobytu w przedszkolu całkowicie przestała mówić po tybetańsku. Po dziewięciu miesiącach nadal rozumie tybetański, ale odpowiada tylko po chińsku.
- Po pewnym czasie udało się jej udzielić mi kilku prostych, jednowyrazowych odpowiedzi po tybetańsku, ale było widać, że wkłada w to wielki wysiłek - opowiada matka.
W mieście są dwa przedszkola, a matka wybrała to, w którym język tybetański nie jest całkowicie zakazany: do dzieci mówi się tylko po chińsku, ale na placu zabaw mogą mówić po tybetańsku. Niemniej córka twierdzi, że w przedszkolu mówi tylko po chińsku. I że pochodzi z Xiningu, stolicy prowincji Qinghai (choć tak nie jest), i że jest Chinką, a nie Tybetanką. Matka uważa, że dziecko po prostu powtarza to, co ciągle słyszy podczas zajęć.

JAK CHIŃCZYCY UCZĄ SWOJEGO JĘZYKA
Konstytucja ChRL z 1954 roku deklarowała równość wszystkich narodowości i wolność do używania oraz rozwijania ich własnych języków. Ustawa o regionalnej autonomii narodowej z 1984 roku dawała mniejszościom prawo do decydowania o języku nauczania.
Tak było w teorii. W czasie rewolucji kulturalnej władze chińskie zakazały nauczania języka tybetańskiego w wielu regionach tego dawniej niezależnego, a podbitego w latach 50-tych kraju.
W 1985 roku uruchomiono pierwsze internaty i program wysyłania tybetańskich uczniów do placówek w Chinach właściwych, choć początkowo nie była to masowa skala. W latach 90. w Tybetańskim Regionie Autonomicznym wprowadzono chiński jako język nauczania w szkołach średnich, a od lat 2000. pod nazwą „edukacji dwujęzycznej” stopniowo narzucano
go w szkołach podstawowych. W praktyce tybetański stawał się jedynie przedmiotem, tak jak język obcy, a nie językiem wykładowym.
Wreszcie przyszedł czas na przedszkola. W lipcu 2021 r. chińskie Ministerstwo Edukacji wydało „Plan harmonizacji mowy dzieci”, który nakazywał stosowanie tam języka chińskiego. Jednocześnie władze wprowadziły „obowiązek przedszkolny”, tak żeby dzieci jak najkrócej pozostawały pod opieką rodziny.
Przedszkolaki zdają testy z chińskiego, co - jak zauważa HRW - wydaje się sprzeczne z przepisami stanowiącymi, że edukacja przedszkolna ma być oparta na zabawie. Do rodziców wysyłane są pisemne prośby o to, by w domu mówili do dzieci po chińsku. Niekiedy władze żądają udostępnienia filmów wideo, na których rodzice to robią.
Mali Tybetańczycy przestają mówić w rodzimym języku
Przedszkola nie są wolne od polityki. Mają obowiązek wpajać dzieciom miłość do Komunistycznej Partii Chin i ojczyzny, utożsamianie się z „narodem chińskim" oraz celebrowanie „tradycyjnej, doskonałej kultury chińskiej". Przedszkola nie mogą odwoływać się do żadnych elementów religijnych, co ruguje z programu nauczania - i ze świadomości dzieci - kluczowe elementy tybetańskiej tożsamości kulturowej i etnicznej, opartej na buddyzmie. "Dziecko należące do mniejszości w Chinach może obecnie nie doświadczyć nauczania w swoim języku ojczystym przez całe dzieciństwo i okres dojrzewania, poza okazjonalnymi zajęciami, na których przedmiotem nauki jest język lokalny", pisze HRW.
Efekty są coraz bardziej widoczne. Tybetańczycy donoszą, że ich dzieci przestają mówić po tybetańsku. Tybetański socjolog na emigracji Gjal Lo zauważa, że dzieci w jego własnej rodzinie po przejściu przez chińskojęzyczne przedszkola nie były w stanie przeprowadzić normalnej rozmowy z rodzicami po tybetańsku. To osłabia ich zdolność do komunikacji ze starszymi, co z kolei blokuje możliwość przekazania im wiedzy o religii i kulturze.
Niedawne nagrania z Tybetu pokazują, że małe dzieci nie potrafią nawet poprawnie wypowiedzieć swoich imion. Wymawiają je tak, jakby mówiły po chińsku.
W artykule opublikowanym w "New York Timesie" Gjal Lo opisywał problem, jaki napotkała rodzina jego brata już w roku 2016. Dziewczynki, mające wtedy cztery i pięć lat, wysłano do szkoły z internatem. "Już po trzech miesiącach dziewczynki zaczęły być wyobcowane. Przywożone do domu na weekendy, nie chciały jeść tradycyjnych potraw, okazywały mniejsze zainteresowanie buddyjskimi obyczajami, rzadziej mówiły po tybetańsku i, co najgorsze, traciły emocjonalną więź z rodziną" - relacjonuje.
"Spotykałem tybetańskie dzieci, które utraciły znajomość ojczystego języka. Szkoły reglamentowały kontakty z rodzicami, często ograniczając je do jednego spotkania na pół roku. Sypialnie, boiska i klasy były monitorowane. Widziałem kamery przemysłowe, służące bez wątpienia do kontrolowania prawomyślności treści przekazywanych przez nauczycieli, z reguły niemających dyplomów, nieznających tybetańskiego języka i kultury" - pisze dalej Gjal Lo.
Dziś w szkołach z internatem skoszarowanych jest prawie milion - czyli 80 procent - tybetańskich dzieci w wieku do czterech do osiemnastu lat.
- Dzieci wracają i zachowują się w dziwaczny sposób - powiedział tybetański urzędnik w rozmowie z HRW. - Za dekadę lub dwie nasza kultura może umrzeć i pozostać tylko w muzeum.
Human Rights Watch zaznacza, że chociaż opublikowany na początku maja raport dotyczy Tybetu, to podobne problemy widać też na obszarach zamieszkiwanych przez inne mniejszości w Chinach.
Przedruk artykułu z serwisu Wyborcza.pl
Link oryginalny: https://wyborcza.pl/7,75399,32778009,tybet-dzieci-wracaja-z-przedszkola-i-nie-rozumieja-rodzicow.html
#Tybet #Wyborcza #Edukacja #PrawaCzłowieka #Kultura #Raport #HumanRights #Asymilacja #WiadomościZeŚwiata #SocialImpact




Komentarze